na każdy temat (Reklama: ,)

Chodź rzekł Elryk, wchodząc ostrożnie na płytę. W ręku trzymał wiązkę sypiących iskrami trzcin, które zastępowały im pochodnię. Dawały nieprzyjemne, żółte światło i mnóstwo zielonkawego dymu, było to jednak lepsze niż nic. Rackhir szedł tuż za nim, badając drogę przed sobą końcem łuku. Posuwał się wolno naprzód, pogwizdując cicho skomplikowaną melodię. Ktoś pochodzący z jego kraju rozpoznałby w niej „Pieśń Syna Bohatera Wyższych Piekieł, który gotów jest poświęcić swoje życie”. Była to popularna w Phum pieśń, zwłaszcza w kręgach Wojowników Kapłanów. Melodia irytowała Elryka i przeszkadzała mu. Nic jednak nie mówił, całą swoją uwagę poświęcając temu, by utrzymać równowagę na śliskiej powierzchni. Płyta zdawała się lekko kołysać, tak jakby pływała po powierzchni bagna. Byli już w połowie drogi do obelisku. Teraz widać go było wyraźnie. Przed nimi wznosił się orzeł z rozpostartymi skrzydłami. Szeroko otwarty dziób i zakrzywione szpony wskazywały, że ptak gotuje się do zadania ciosu. Wykuty był z takiego samego czarnego marmuru jak ten, po którym teraz chwiejnie stąpali. Elrykowi przypominał grobowiec.

(Reklama: )